Wikipedia.wp.pl

Jak widać z tytułu tego wpisu, jeden z czołowych portali z Polsce zafundował sobie w subdomenie kopię Wikipedii.

Aktualnie Wp.pl zablokowała indeksowanie, tej witryny poprzez meta tag. Nie znalazłem nigdzie informacji czy tak ma być docelowo czy też tymczasowo.

Zakładam jednak, że za jakiś czas ten tag zniknie a portal swobodnie będzie indeksowany przez wyszukiwarki. Zawsze to jakiś dodatkowy ruch…

Jak przeczytałem, będzie to miejsce do umieszczania reklam oraz linkowania do artykułów w portalach należących do Wp.pl

Czytając po co Wp.pl stawia sobie kopię Wiki, nie mogłem sie pozbyć wrażenia, że niczym się ten klon nie będzie różnił od klonów masowo stawianych przez pozycjonerów w swoim zapleczu. Usuną nawet możliwość dodawania i edytowania artykułów (niby to ma być plus).

Nie rozpisując sie dziś zbytnio, jak myślicie dostaną bana czy też nie?

aktualizacja:
Tutaj znajdziecie oświadczenie redaktorów Wikipedii dotyczące sprawy.

Aktualizacja 2: Serwis już nie istnieje

„Wywiad” ze mną na DI.com.pl – sprawa danych osobowych

Jak już niektórzy wiedzą w poprzednim tygodniu, prawdopodobnie czytelnik (do tego dojdę później) Dziennika Internatów, poprosił ich o interwencje bo znalazł swoje dane osobowy na jednym z moich serwisów.

Kiedyś robiłem pewien specyficzny projekt, którego efektem ubocznym było ładne archiwum ogłoszeń z grup dyskusyjnych. Żal było tego nie wykorzystywać, więc z części zrobiłem parę serwisów oznaczonych jako Archiwum.
Na początku dałem możliwość komentowania i dopisywania własnych ogłoszeń pod tym archiwalnym ale po jakimś czasie zablokowałem to bo nie mogłem opanować spamu :/.
Tak czy inaczej okazało się, że te archiwa generują jakiś ruch, nawet zostałem poproszony o zebranie pewnych danych statystycznych z tych stron.

W tamtym tygodniu ktoś przesłał prośbę do DI by wyjaśnili czy robię to legalnie. Zostałem poproszony o komentarz do sprawy. Powstał z tego wywiad ze mną ( po dużych cięciach bo dużo gadam :)),.

Kto ciekawy, może go przeczytać pod tym linkiem.

Nie będę go tutaj przytaczał.

Jak widać wg Pana Olgierda Rudaka (blog Lege Artis) moje argumenty są nietrafione do tego zapętliłem się czytając ustawę.
Pewnie ma racje, jednak ja czekam na komentarz od GIODO, który miał być już w poniedziałek a nie wiadomo kiedy będzie.
Czyżby temat nie był taki prosty dla prawników wydających opinię? Sam jestem ciekaw co napiszą.

Jakiś czas temu dostałem już pismo od GIODO w sprawie danych na tego typu witrynie. Dane usunąłem (zawsze bez szemrania usuwam) i napisałem wyjaśnienie w podobnym tonie i argumentach co w wywiadzie. GIODO się więcej ze mną nie skontaktował w tej sprawie, założyłem więc, że moje argumenty są trafne i nie mam co się przejmować.

Pisałem „prawdopodobnie czytelnik” – już wyjaśniam dlaczego. Jak już wspomniałem w wywiadzie, interwencje „usuń Pan to” nie są mi obce. Nie ma miesiąca bym nie miał telefonu lub maila w takiej sprawie. Dane do usunięcia są różne bo ktoś:
– podał na forum swój adres i nie może już edytować
– puścił spam ze swoim CV po grupach a teraz na gwałt próbuje wyczyścić internet.
– „przypadkowo” podał publicznie swój numer do kontaktów z maklerem
– „przypadkowo” umieścił zdjęcie z kimś kogo tam nie powinno być.
– rozżalony zaczął szkalować jakąś firmę a później okazało się, że to nie ta a do tego się pod tym podpisał.
– szkalował firmę i to była ta odpowiednia, nie podpisał się ale i tak można go znaleźć po mailu.
i wiele innych powodów i przyczyn, które kończą się prośbą lub żądaniem „usuń Pan to..”
W 90% przypadków tacy ludzie bez problemu znajdują kontakt do nas, te 10% to ludzie zgłaszający takie sprawy do GIODO.
Tym razem jednak ktoś zamiast do nas napisać lub zawrócić głowę GIODO, napisał do DI. Do tego z free maila bez możliwości ustalenia kto to i co mamy usunąć.
W sobotę już DI poinformowało go, że proszę o kontakt byśmy mogli usunąć te nieszczęsne dane. W poniedziałek informacja o możliwości usunięcia tych danych została ponownie przesłana do Czytelnika DI.
Dziś mamy czwartek i nikt się ze mną nie kontaktował.

Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że ktoś mi robi swoisty dowcip… Mogę się oczywiście mylić ale…

Na szczęście na razie komentarze przynajmniej nie są dla mnie złe :)

Szkoda także, ze to nie wywiad, którego tematem było by „pozycjonowanie stron” ale nie od razu Kraków zbudowano…

Z pamiętnika: błąd pozycjonera

W ciągu ostatnich tygodni parę osób pytało się mnie co się stało, że mój blog wypadł z top20 na pozycjonowanie i pozycjonowanie stron.

Zastanawiałem się chwilkę czy publicznie się tutaj obnażyć :) i pokazać, że też popełniam błędy. Tylko chwilkę bo doszedłem do wniosku, że warto to napisać by pokazać, że w naszej pracy trzeba pamiętać o wszystkich co się robi.

Zacznę przekornie trochę od końca :)

Pewnego pięknego dnia postanowiłem przyjrzeć się dlaczego zegar systemowy na pewnym moim serwerze, nie wskazuje poprawnej godziny.

Na każdym z moich serwerów synchronizuję czas z jakimś serwerem czasu, dlatego byłem tym faktem mocno zdziwiony. Przejrzałem skrypcik, który za to odpowiada i znalazłem trywialny błąd w ścieżce. Poprawiłem to i zapomniałem o sprawie.

Następnego dnia mój serwer przestał dawać jakiekolwiek oznaki życia. Telefon do serwerowni – hard reboot – serwer wstał. Oczywiście spędziłem trochę czasu na analizę logów, nic nie znalazłem. Pozostaje czekać a w duchu nadzieja, że to tylko ten jeden raz.

Nadzieja mnie nie opuszczała aż dwa dni :), oczywiście do czasu gdy serwer znowu padł. Znowu musiałem poprosić o pomoc „Pana z serwerowni”, znowu szukanie w logach i nic…

Nie czekałem wiele, w kolejnym dniu pojechałem i wymieniłem dysk, przeniosłem dane i odpaliłem serwer. Oczywiście z nadzieją na koniec problemów a jeśli nie to czeka mnie wymiana pamięci.

Nawet mi to pasowało bo chciałem zwiększyć tam ilość ramu z 4 do 8Gb.

Czekam więc, zadowolony, że mi szybko poszło. Wymiana dysku z przeniesieniem danych to tylko 20 minutowa przerwa w dostępności dla ludzi i botów.

Niestety następnego dnia serwer padł, miałem już wybrane pamięci, jednak podczas ponownego przeszukiwania logów znalazłem coś ciekawego.

Zawieszanie się serwera następowało kilka godzin po komunikacie o braku synchronizacji procesora z czasem systemowym. Trochę poszukałem w necie i okazało się, że taki efekt, daje przełączenie sposobu obliczania godziny z biosu na jedną z usług (hwclock –systohc).

Podczas czytania o tym okazało się, że w niektórych konfiguracjach sprzętu, w takiej sytuacji następuje kuriozalna próba obniżenia taktowania procesora tak by się zsynchronizował z czasem systemowym.

Najprościej pisząc, procesor chodził coraz wolniej by się dostosować do czasu systemowego. Nie wiem czy finalnie procesor tak zwalniał że nie dawał rady przeliczać, czy też po prostu się zawieszał. Efekt był taki, że maszyna nie odpowiadała nawet na ping.

Wstrzymałem więc uruchamianie skryptu do synchronizacji, postanowiłem poczekać z zakupem pamięci i znowu z nadzieją czekam co będzie dalej.

Tydzień później okazało sę, że był to strzał w 10. Pracy mam wiele, więc rozwiązane = zapomniane.

(trochę długi mi wyszedł ten „koniec” :) )

Z pewnością, że to koniec problemów zbiegły się nagłe spadki pozycji mojego bloga o 10-20 miejsc. Odebrałem to jako czkawkę i niewiele się tym przejąłem.

Kilka dni później wszedłem na LinkMe i gdzie okazało się, że makabrycznie spadła mi ilość punktów, dodatkowo jedna ze stron mojego zaplecza posiada „brak autoryzacji” i nie można jej ponownie autoryzować.

Punkty spadły mi na tyle by dla każdej linkowanej nim strony rozpoczął się proces automatycznego ściągania linków. Najbardziej oberwały dawno dodane strony, w tym ten blog. Liczba linków spadła o jakieś 40%. Już wiedziałem dlaczego pozycjonowanie bloga nie powoduje utrzymania lub wzrostu pozycji tylko ich spadek.

Gwoli wyjaśnienia do tego bloga prowadzi bardzo mało linków, jest to ciągle swoistego rodzaju mój test i utrata nawet 50-100 linków, które mają minimum 2 lata jest bolesna.

Sprawę punktów rozwiązałem, zakasałem rękawy by pozycje wróciły i ponownie o sprawie zapomniałem.

Jednak to jeszcze nie koniec tej historii…

Pod koniec lipca mój blog poleciał w otchłań poza top100. Zdziwiłem się mocno bo aż tyle linków nie straciłem by zasłużyć na taki los. Niewiele mogłem jednak zrobić oprócz kontynuowania mojej strategi.

Na początku sierpnia rutynowo zalogowałem się na moje konto w Link-Vault, do którego loguje się średnio raz na kwartał.

Od razu wyjaśniła się sprawa mojego spadku.

W tym systemie mam dodaną tylko jedną witrynę z zaplecza ponieważ i tak nigdy nie udało mi se wysycić wszystkich punktów jakie otrzymałem. Konto w tym systemie mam gdzieś od 4 lat.

Tą jedną, jedyną moja witrynę spotkał taki sam los jak jej „koleżankę” w LinkMe. System odrzucił ją jakoby nie wyświetlane były na niej linki.

Efektem braku strony dającej punkty było to, że przy każdej linkowanej w tym systemie witrynie, zamiast linków, widniała liczba 0.

Linki do tego bloga w tym systemie budowały się powoli przez ostatnie 3,5 roku. Nie było ich dużo, około 700 szt.

Jak widać jednak były dość ważne. Podejrzewam, że miałem tu linki z zaplecza pozycjonowanego na „pozycjonowanie”. Ktoś ładnie wspierał moje testy.

Ciekawostką jest to, że po ponownej autoryzacji tej samej witryny dostałem za nią dwa razy więcej punktów niż przedtem.

Podsumowując przez jakieś dwa tygodnie straciłem do bloga kilkaset linków bo, jak widać, nie traktuje poważnie systemów.

Nie przez to, że miałem problemy z serwerem, czego efektem było utracenie punktów. Tylko przez to, że nie pomyślałem po problemach by wszystko sprawdzić. Zająłem się po prostu czymś innym.

Dodam też, że adresy e-mail jakie podaje do kontaktu prawie nigdy nie odbieram.

Do LV loguje się sporadycznie bo nie mam po co, do tej pory ten system był najodporniejszy na wszelkie problemy z serwerem. Polskie systemy przysyłały monity a LV cierpliwie czekał.

Przez ostatnie parę dni obserwuję, że pozycje bloga rosną, jednego dnia „pozycjonowanie stron” – 100 pozycja, innego „pozycjonowanie” – 70. Tydzień temu obydwie frazy były w okolicy top200, jest więc tendencja wzrostowa co mnie cieszy.

Odbudowa struktury linków trochę potrwa ale jako pozycjoner nie przejmuję się tym – cierpliwości u mnie nie brak. Poczekamy to wrócimy :)

Jest i pozytywna strona mojego niedopatrzenia bo przestały do mnie przychodzić seryjne zapytania o pozycjonowanie :)

Czy mam karę za pozycjonowanie?

Przypadkowo trafiłem na searchenginejournal.com na wpis o tym jak rozpoznać, że Google nas przestało lubić.

Co jakiś czas dostaję wiadomość z pytaniem czy dana strona została obłożona filtrem lub zbanowana, mam nadzieję, że ten wpis komuś pomoże.

Określenie tego czy usunęli nas z wyników wyszukiwania jest proste. Używamy do tego operatora „site: nazwa_domeny” wpisując to w okno zapytania w Google.

Wynik może być dwojaki. Pierwszy to wyświetlenie wszystkich zindeksowanych podstron tak jak tu wtedy o banie nie może być mowy. Jeśli jednak zastaniemy taką sytuację to możemy zacząć się martwić. (moja domena z www. to tylko przykład :) )

Jeśli nic nie zostanie znalezione a domena jest stara i dobrze podlinkowana to na 99% zostaliśmy usunięci z wyników wyszukiwania. Śmiem twierdzić, że rozsądne pozycjonowanie z głową, nie może być przyczyną takiej kary. Najczęściej ban jest powodem śmiecenia w internecie lub na tej stronie, która została usunięta.

Jeśli jednak domena jest młoda lub prowadzi do niej mało linków to proponuję jeszcze nie wpadać w panikę.

W ciągu ostatnich 3 miesięcy cztery moje domeny znikły z wyszukiwarki. Od razu dodałem do nich nowe linki zachodząc w głowę dlaczego się tak stało. Po dwóch tygodniach wszystkie ponownie były w indeksie, co wskazuje na to, że po prostu linki, które do nich prowadziły były za słabe lub było ich za mało.

Podsumowując : mało linków/młoda domena – dodać trochę linków i poczekać!

Drugą sprawą jaką chce poruszyć w tym poście są filtry.

Filtr to celowe działanie algorytmu wyszukiwarki powodujące określone perturbacje niekorzystnie wpływające na filtrowaną witrynę/domenę. Filtry mogą dotyczyć pozycji fraz lub ilości podstron znajdujących się w indeksie wyszukiwarki.

Filtr prędzej czy później czeka każdego kto zajmuje się pozycjonowaniem stron lub udaje, że to robi. Niektórzy twierdzą, że „oni jeszcze nigdy” – jeszcze może nie ale i na nich przyjdzie czas :)

Poniżej przedstawiam parę czynności, które warto zrobić jeśli podejrzewasz, że serwis dostał filtr:

Sprawdź pozycje na interesujące Cię frazy

Warto sprawdzić pozycje na pozycjonowane frazy oraz frazy z „naturalnego” ruchu, które można znaleźć w statystykach. Jeśli wszystkie sprawdzone frazy są niżej niż były – prawdopodobnie filtr.

Spójrz na statystyki – zwróć uwagę na to czy ruch nagle nie zmalał lub systematycznie nie maleje

Statystyki naprawdę wiele nam powiedzą. Jeśli nagle w ciągu 2 dni ruch spadł o 90% – filtr.
Jeśli ruch maleje systematycznie to filtr już nie jest taki pewny, warto jednak popracować na serwisem.
W sytuacji gdy ruch maleje na jakiś okres czasu warto zastanowić się czy powodów nie można szukać gdzieś indziej niż w filtrach. Może były jakieś Święta lub po kilku dniach deszczu nagle zrobiła się słoneczna pogoda i ludzie pojechali na działki grillować.

Sprawdzaj indeksowanie się serwisu (site: nazwa_domeny] w Google – szukaj drastycznych spadków lub stałej tendencji spadkowej

Sprawdzanie site może ci pomóc w diagnozie, jednak nie zawsze zmniejszające się cyfry to na 100% filtr. Za to jeśli miałeś 1000 podstron w indeksie a nagle robi się z tego 2 szt. i mimo linkowania przez kilka tygodni nic się nie zmienia – prawdopodobnie filtr.

Upewnij się, że nie ma żadnych problemów z witryną w Google Webmaster Tools.

To rada oczywiście do tych, którzy dodają swoje serwisy do tego narzędzia Google. Pozycjonując dany serwis często to robię, nie uważam by było to straszne zagrożenie, za to mam dużo ciekawych informacji np o frazach na jakie pojawia się dana witryna w wyszukiwaniu.
Przeglądając informacje trzeba zwrócić uwagę na wszelkie problemy i błędy jakie Google łaskawie poda o serwisie. Może się np. zdarzyć, że bot nie może od 2 tygodni dostać się na stronę bo przypadkowo zmieniliśmy robots.txt lub właściciel hostingu odciął nie ten zakres ip co trzeba.

Sprawdź kiedy były ostanie odwiedziny bota Google.

Częstotliwość odwiedzin botów wyszukiwarek jest zależna od wielu czynników, jeśli jednak serwis jest pozycjonowany a bot był ostatni raz miesiąc temu to nie jest to dobry znak.

Zwróć uwagę na PageRank – N/A lub szary pasek w twoim pluginie to zły znak

Tu niewiele można napisać, znikający PR zawsze oznacza problem. Brak linków do tego nie doprowadzi, PR spadnie najwyżej do 0. Jeśli tak będzie można przebudować serwis i dodać nowe linki, po kilku miesiącach sytuacja prawdopodobnie zmieni się na lepsze.
Jeśli jednak jest N/A czyli brak PR to prawdopodobnie coś przeskrobaliśmy albo mamy serwis z potężną duplikacją treści np katalog stron – to jest filtr.

Sprawdź na jakiej pozycji jesteś wyszukując po prostu nazwę swojej domeny

Tu trzeba wprowadzić dwa warianty:
– serwis posiada unikalną nazwę domeny – wyszukujemy po prostu ją wpisując bez hierarchii (.pl, .com itp itd)
– nazwa nie jest unikalna – wyszukujemy ja w wpisując nazwę z hierarchią używając cudzysłów np „mkane.antygen.pl”.
W obydwóch przypadkach jeśli szukając swojego serwisu nie znajdziesz go maksymalnie na pierwszej lub drugiej stronie – prawdopodobnie filtr.
Już sam fakt, że witryna nie jest na pierwszym miejscu wyników może być niedobrym znakiem.
Jeśli pozycja jest taka sama jak przy innych znanych Ci frazach np w okolicy 50 pozycji – filtr.

Sprawdź, czy Google nie uważa, że witryna jest „niebezpieczna”: http://www.google.com/safebrowsing/diagnostic?site=twoja_nazwa_domeny

To narzędzie prawdopodobnie nie jest ci znane, warto jednak sprawdzić co tutaj piszą.
Jak widzisz jest tu informacja o tym, czy witryna znajduje się na liście niebezpiecznych stron (oznaczonych – „ta witryna może wyrządzić …..”. Znajdziesz też tu informacje kiedy ostatnio była sprawdzana i kiedy zostało znalezione coś niepokojącego. Dodam tylko, aczkolwiek chyba nie muszę, że informacja o tym, że serwis znajduje się na liście niebezpiecznych witryn nie jest pozytywną informacją.

Sprawdź kod HTML witryny czy nie ma tam linków do stron, których nie znasz lub nie zawiera tekstu, którego nie umieszczałeś.

Ten punkt wykonuję w miarę często, jeśli pozycjonuję lub opiekuję się jakimś serwisem. Po pierwsze najczęściej nie mam wpływu na różne prace deweloperskie i sprawdzam czy czegoś nie dodali lub zmienili. Po drugie szukam śladów „włamania”.
Jeśli serwis stoi na publicznym skrypcie naprawdę warto to sprawdzać bo można się któregoś dnia zdziwić, że ze strony wychodzi 150 linków do farmacji w rosyjskich domenach.
Można też znaleźć tysiąckrotne powtórzenie pozycjonowanego słowa bo ktoś życzliwy chciał wspomóc pozycjonowanie np webmaster, który się naczytał za wiele różnych blogów :).
Jak łatwo się domyślić w obydwu przypadkach Google nie potraktuje tego jako plus – mniemam, że reakcja będzie zgoła odmienna.

Sprawdź swoje inne witryny, niektórzy twierdzą, że Google może karać witryny jednego właściciela na jednym IP

Zdarzyło mi się kilka razy słyszeć o takich „seriach”. Karane były wszystkie serwisy bez wyjątku.
Wydaje mi się jednak, że aby dostać taką „promocję” trzeba trochę namieszać. Jak mocno musiałby wkurzyć Google jeden serwis by poleciało 50 ? Jeśli jednak 45 serwisów dostanie „żółtą kartkę” to może profilaktycznie pozostałe 5 też je otrzyma ….

Skopiuj dłuższy tekst (unikalny) ze swojej strony i wyszukaj go używając cudzysłowów – pozycja powinna być pierwsza

Nie ograniczaj się tylko do głównej strony Twojego lub pozycjonowanego serwisu. Sprawdź parę tekstów. Zawsze powinieneś być na pierwszej pozycji.
Jeśli nie jesteś na pierwszym miejscu to zastanów się czy ten tekst na pewno jest unikalny, napisany przez Ciebie. Jeśli jest na 100% unikalny a nie jesteś TOP1 to jest problem.
Rozwinięcie w kolejnym punkcie.

Podczas wyszukiwania skopiowanie długiego tekstu (unikalny) ze swojej strony sprawdź czy nie ma go w innych serwisach – kliknij „powtórzyć szukanie we wszystkich stronach” lub dodaj na końcu &filter=0

Jeśli Google pokazuje, ten tekst na innych stronach sprawdź dlaczego tak jest. Może to tylko naprawdę cytat, jeśli jednak cały tekst jest skopiowany interweniuj. Tak samo jeśli okaże się, że cała strona posłużyła komuś do stworzenia swojego serwisu.

Powielenia teksów jest w Internecie zmorą, często się mówi, że przodują w tym pozycjonerzy. Jest w tym sporo racji, bo wiele osób używa mniej lub bardziej udanych skryptów. Korzystając przy tym z różnych teksów, tworząc swoje zaplecze do pozycjonowania stron. Uważam jednak, że to spamerzy są większą plagą niż pozycjonerzy. Z drugiej strony jeśli ktoś kopiuje w dużym stopniu kogoś pracę trudno go nazwać pozycjonerem tudzież spamerem – są na to inne określenia nie przystające do tego bloga…

A może każdy pozycjoner jest spamerem ? :)

Podsumowując – klonowanie przez kogoś Twojej treści „jest be” i trzeba na to uważać bo można dostać filtr.

Zainteresuj się ilością linków prowadzących do witryny – sprawdzaj w Yahoo używając linkdomain lub w Google Webmaster Tools

Osobiście bardzo często sprawdzam ilości linków do witryn, które pozycjonuje. Robie to raz na 1-2 tygodnie, mam do tego odpowiednie skrypty. Nagły wzrost lub spadek ilości linków może być wynikiem czynników, na które nie masz wpływu np. konkurencja z nadmiarem punktów w jakimś systemie.
Oczywiście może to być też wynik Twoich mniej lub bardziej przemyślanych działań przy pozycjonowaniu.
Jeśli jednak dodajesz serwis do 10 katalogów lub precli dziennie to na pewno Yahoo nie powinno pokazywać kilkudziesięciu tysięcy linków.

Dlaczego Yahoo? Nie jest to idealne rozwiązanie, ta wyszukiwarka też ma swoje humory jednak sprawdzanie linków w Google mija się z celem, ponieważ ta wyszukiwarka pokazuje jedynie malutką próbkę.
W Google Webmaster Tools ilości już bardziej odpowiadają rzeczywistości jednak to narzędzie też ma swoje humory i nieraz pokazywane są jakieś dziwne wartości.

O czymś zapomniałem ? Jeśli tak to mi przypomnij :)

Mam nadzieję, że te parę słów o pomoże Wam zdiagnozować czy pozycjonowane przez Was witryny zostały zaszczycone jakimś filtrem czy tylko jest to kolejna „czkawka Google”.

Pozycjonowanie i nofollow vs Google

Od kilku dni na wielu blogach i forach trwa dyskusja ludzi zajmujących się pozycjonowaniem na temat informacji o tym, że Google „zmienia” politykę dotyczącą tego tagu w linkach.

Do napisania komentarza dotyczącego tej wiadomości zbierałem się kilka dni , w tym czasie trochę spraw się wyjaśniło.

Jak wiemy teoretycznie linki z nofollow nie przekazują mocy. Polemizowałbym z tym ale to nie wpis o tym.
Niektóre źródła podają, że nofollow powstało po to by oznaczać nim sprzedane linki.
Jak wiemy sprzedaż linków to coś czego Google bardzo nie lubi i jest to jeden z powodów dlaczego nie lubi ono pozycjonowania.

Stosujemy więc nofollow wtedy gdy nie chcemy przekazać gdzieś mocy (na pewno nie w sprzedanych linkach), najczęściej w stopkach do twórców skryptu/layoutu,
moja stopka z nofollow

w komentarzach na blogach, (u mnie tym atrybutem jest oznaczony link autora) oraz w treści komentarzy

komentarz nofollow

lub w treści gdy chcemy by „moc” nie wyciekała :)

nofollow w treści

Najczęściej jednak stosujemy ten znacznik w obrębie swojej witryny by tworzyć „ścieżkę SEO” czyli odpowiednio sterować mocą kierując ją do wewnątrz serwisu.

by uniknąć podwójnego linkowania do jednej podstrony lub tych, których może nie być w wyszukiwarce

nofollow - niepotrzebne podstrony oraz podwójne linki do tego samego miejsca

oraz nie wiadomo po co ale używam by później się tłumaczyć z tego (tłumaczenia nie przytaczam :) )

niedobre YouTube z nofollow

Jak widać jest to nagminnie stosowany atrybut linków przez „małych” i przez „dużych”.

Pozycjonowanie danego serwisu często wymusza takie techniki i co tu pisać często dzięki temu umożliwione jest pozycjonowanie długiego ogona.

Nadużywanie tego znacznika zdenerwowało niby Google i firma ta postanowiła zmienić algorytm by zniwelować pewne działania pozycjonerów.

Krótko o co chodzi w plotce, która stała się powodem do dyskusji

Do tej pory gdy na stronie było 5 linków wychodzących a trzy z nich miało rel=”nofollow”, cała moc niby przekazywana była poprzez te dwa nieoznaczone linki.
Po zmianie algorytmu te dwa nieoznaczone linki przekazywałby tylko 40% mocy a 60% szło by do kosza.
Czyli każdy link uczestniczy w dystrybucji mocy ale te z nofollow kierują je w otchłań, gdzie nikomu nie służy.

Trochę mnie ta informacja zdziwiła, bo Google cały czas promował ten znacznik i dalej to czyni.
W ostatnim wpisie pisałem o poradniku SEO PL by Google, tekst poniżej pozwoliłem sobie skopiować właśnie z tego dokumentu.

Kiedy jest to przydatne? Jeżeli strona zawiera blog z możliwością dodawania komentarzy, zawarte
w nich linki mogą przekazywać reputację witryny do stron, za które nie chcemy odpowiadać…..
….Ustawienie wartości „nofollow” dla
dodawanych przez użytkowników linków zapewnia, że ciężko zapracowana reputacja witryny nie
zostanie przekazana stronie ze spamem…….Innym użyciem oznaczenia „nofollow” jest sytuacja, gdy w treści mają się znaleźć odnośniki do innej witryny, ale nie ma być jej przekazana reputacja. …………….. Chcemy ostrzec innych przed witryną, więc zamieszczamy do niej link
w treści, jednakże nie chcemy oczywiście podzielić się z nią naszą reputacją. Jest to dobry moment na
użycie oznaczenia „nofollow”…..W końcu, jeśli żaden z linków na stronie nie ma być śledzony…Tę
metodę wpisuje się w postaci .

Ciekawe cały dział poświęcony temu atrybutowi, sam nie wiem co o tym myśleć….

Jak już pisałem od momentu pojawienia się tej plotki do dziś zabrał głos Matt Cutts oznajmiając nam, że się nie znamy bo te zmiany nastąpiły już ponad rok temu tylko nikt tego nie zauważył.

Przyznam się, że wcale bym się temu nie zdziwił. Po prostu jeśli w krótkim czasie zostało to zmienione w obrębie całego świata to mogliśmy to odczuć jako kolejną dużą czkawkę Google, z którą mamy do czynienia przynajmniej raz a często więcej razy każdego roku.
By wspomnieć tutaj słynne -70 z poprzednich wakacji lub nagłe wyindeksowania dużej ilości serwisów z roszadami w SERPach.

Można przetestować tą informację. By to zrobić trzeba stworzyć kilkanaście minimum serwisów. Wypozycjonować nimi jakąś prostą frazę a później sukcesywnie zwiększać na nich liczbę linków zewnętrznych okraszonych atrybutem nofollow.
Jeśli pozycje będą spadały, może to być efekt utraty mocy linków pozycjonujących z tech serwisów.

Ciekawi mnie to, więc jak znajdę czas zrobię taki test, jak wiemy taka informacja sprawdzona „organoleptyczne” może wpłynąć jedynie pozytywnie na pozycjonowenie serwisów, którymi się opiekujemy.

Na razie jednak pozostaje obserwować czy rację ma Matt i to już jest czy też nagle zostanie wprowadzone.

Czyli standardowo „robić swoje i czekać”….

« Poprzednia stronaNastępna strona »

mkane blog
Przegląd prywatności

Ta strona używa plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci jak najlepsze wrażenia z użytkowania. Informacje z plików cookie są przechowywane w przeglądarce użytkownika i pełnią takie funkcje, jak rozpoznawanie użytkownika przy ponownym wejściu na naszą stronę internetową oraz pomagają naszemu zespołowi zrozumieć, które sekcje strony internetowej są dla użytkownika najbardziej interesujące i przydatne.