Google ma w „nosie” Twoją stronę!

Według danych w połowie roku 2006 liczba domen internetowych przekroczyła 100 mln. Pod koniec tego roku było już ich około 120 mln.
W 2008 liczba ta przekroczyła już 177 mln domen, a raport za pierwszy kwartał 2026 wskazuje, że obecnie domen najwyższego poziomu jest około 392,5 mln.
Łączna ilość rekordów dotyczących domen w DNS to obecnie około 1,9 miliarda. Według danych z Netcraft mamy 1–1,8 mld stron internetowych, z czego 180–250 mln to aktywne witryny.
Wydaje mi się, że tylko te dane powinny uzmysłowić każdemu, że konkurencja w Internecie jest wielka, konkurencja do zasobów Google…
Te liczby robią na mnie wrażenie. Niezależnie czy popatrzymy na wymienione wyżej liczby w miliardach czy milionach widać wyraźnie, że wyszukiwarki w tym Google mają co robić.
Dlaczego więc jakakolwiek wyszukiwarka czy AI ma się zainteresować Twoją stroną internetową?
Historia i indeksacja
Za 2 miesiące ten blog będzie miał już 20 lat. Pamiętam więc odległe czasy, kiedy posiadanie domeny nie było tak proste jak dziś. Proste i tanie.
Nie pamiętam już, kiedy spadły ceny domen, ale za pierwszą płaciłem bodajże 600 zł rocznie. Taka ciekawostka.
Ale wracając do tematu. 20 lat temu nie używało się przyjaznej adresacji, a urle robione na parametrach mogły się nigdy nie skończyć i lecieć po kolejnych numerach stron. Także można było nieźle stracić czas patrząc na kolejne puste strony.
W tamtych czasach wiele witryn miało ten sam tytuł na wszystkich podstronach. W meta keywords firmy produkcyjnej można było znaleźć „majtki Dody”. A nikt nie używał H1 jeszcze jako czynnika rankingowego.
Niejedna strona była zrobiona we Flashu np. jeszcze działający derbauer.de.
W takich to oto warunkach Google rozwijało swoją wyszukiwarkę, jednocześnie nie mając zasobów by wszystko zindeksować. A jak już zindeksowało to można było raz być widoczny w wynikach a raz nie. Wynikało to z czasu jaki był potrzebny do propagacji danych między serwerami Google – „google dance”.
Co tu wiele pisać, już samo pojawianie się w Google czasami wymagało nakładów pracy. Google potrafiło po prostu nie wchodzić nawet kilka dni na witrynę.
Strona niepodlinkowana nie była indeksowana i tyle.
W 2010 roku pojawił się „Caffeine„, nowy algorytm Google poprawiający indeksację.
Google zaczął nas rozpieszczać i „łykać wszystko jak młody Pelikan”. Pisałem wpis na blogu, publikowałem, a w site strona pojawiała się po kilku minutach.
A Google wtedy wyglądało tak
Później zaczęliśmy martwić się nie o to, czy nas zaindeksują, tylko jak szybko i ile.
Kolejne lata to rozwój optymalizacji technicznej, wyciskania ostatnich soków z witryny przy podnoszeniu szybkości. A także optymalizacja zasobów pod „Crawl Budget”.
I tak doszliśmy do obecnego 2026, kiedy to Google odwiedzi Cię wiele razy i zachowa się jak dziewczyna z Tindera. Dziewczyna, która wybrała najdroższą potrawę i zapłaciłeś 600 zł a zanim dojechałeś do domu to Cię zablokowała.
Google wejdzie, pobierze wiele podstron, ale zaindeksuje tylko część z nich.
Widzimy, że był i pobrał, ale nie chce indeksować:
![]()
I problem rośnie:
„Jak żyć?”
Historia i treść – wartość
Pewnie niektórzy się zdziwią, ale 20 lat temu ogólnie nie optymalizowało się stron i treści w obecnym tego słowa znaczeniu.
Najważniejsza była liczba linków, ważne było coś takiego jak dziedziczenie anchorów. Czyli jeśli do strony prowadził link z danym anchorem i link z tej strony będzie mocniejszy jeśli będzie dotyczył tego samego tematu. Linkowaliśmy z amerykańskich systemów linkowania, a PageRank tracił swoją wartość.
Wykorzystywaliśmy też mechanizmy dziedziczenia tematu treści tzn. jeśli podlinkowano jakąś stronę np. ze stron o pozycjonowaniu, to strona linkowana pojawiała się na frazy związane z linkującą stroną. W ten sposób na chwilę wcisnąłem naszą jeszcze pustą stronę do TOP20 na „pozycjonowanie”
A wyglądała ona wtedy tak : archive.org
Słowo „pozycjonowanie” pojawiało się jedynie w tytule stron, a i tak w monitoringu widziałem, że parę razy pojawiła się na pierwszej stronie.
Także z treścią niewiele trzeba robić, wystarczy, że fraza będzie w treści. Ja np. lubiłem listy przewijane „marquee”, którą nie raz zrobiłem cuda.
A dziś uproszczając możemy zrobić taki model:
To pokazuje jak bardzo mechanizmy Google się zmieniły. To pokazuje na ile rzeczy Google musi zwracać uwagę.
By nie być gołosłownym, ostatnie najważniejsze zmiany w Google dotyczące treści.
- 08.2022 – Helpful Content Update – treści dla ludzi zamiast pod SEO.
- 12.2022 – E-E-A-T – dodanie Experience.
- 09.2023 – Helpful Content Update – większy nacisk na intencję użytkownika.
- 09.2023 – Hidden Gems – promocja autentycznych opinii.
- 03.2024 – Core Update – jakość i użyteczność treści.
- 03.2024 – Scaled Content Abuse – walka z masowym AI contentem.
- 03.2024 – Site Reputation Abuse – walka z parasite SEO.
- 03.2024 – Expired Domain Abuse – ograniczenie wykorzystania starych domen.
- 05.2024 – AI Overviews – odpowiedzi AI w wynikach wyszukiwania.
- 2025 – AI Mode – analiza intencji i kontekstu.
- 2026 – Rozwój wyszukiwania AI – większa rola wiarygodnych źródeł.
Do tego dodałbym, że w ostatnich miesiącach największe zmiany dotyczą „wartości dodanej” i większa waga „intencji”
Ma to w Nosie
Poruszyłem nostalgiczną przeszłość by przejść w ten sposób do dziś – do 2026.
Po co Google Twoja strona? Moim zdaniem po nic. Nie dość, że liczba stron w ostatnich 20 latach wzrosła 15-20 razy, to jeszcze Google ma co robić.
Do tej pory specjalnie nie poruszyłem kwestii AI. A AI to pewnie był ostatni „gwóźdź do trumny” wartości stron dla Google.
Załóżmy, że kiedyś byli wyszukiwarką, musieli pokazać coś w wynikach. Potrzebowali Twoich treści, by użytkownicy otrzymali jak najlepsze wyniki.
Dziś marzy im się wyszukiwarka bez linków – wyszukiwarka AI. Także coraz mniej będą potrzebować stron nic nie wnoszących do Internetu, stron bez wartości dodanej, stron idealnie nie odpowiadających na potrzeby użytkowników.
Teraz brakuje im treści – degenerują sobie. Brakuje im odpowiedzi – AI na podstawie wielu źródeł poda odpowiedź.
I Google może na to zużyć mniej zasobów niż pobranie Twoich 200 tysiąca podstron.
A jeszcze się można rzec „podkładamy”.
Strona ze screena o indeksacji w mapie XML ma niecałe 5 tysięcy adresów to jak Google mógł pobrać ponad 140 adresów?
Ano mógł, bo to Shoper – masa nic nie wartych filtrów, dziwnej paginacji w produktach oraz innych dziwnych stron. Do tego witryna przeszła niedawno na „storefront” Shopera, który wymaga mega optymalizacji, bo producent ma w „nosie” to czy Google będzie miał tę stronę w „nosie”.
A później czytam :
– wywaliło mi w Shoperze stronę główną,
– wyindeksowało mi cały sklep,
– jestem w subdomenie i mam problem z Google,
– subdomena „sklep” i inne pięcioliterowe subdomeny mają problem w Google.
No niestety jak wybiera się SaaS to Twój sklep technicznie jest tak dobry jak najbardziej leniwy programista (AI ?) jego twórcy.
A że twórca woli wysysać kasę z klientów zamiast podejść dobrze technicznie do Google to efekt macie jaki macie.
I piszę o wszystkich aspektach technicznych od szybkości do zawartości kodu.
A jak dodać do tego, że na ostatnim SEO Vibes usłyszałem, że wartość w indeksacji to także „ładna strona” to robi się nieciekawie.
I to dotyczy wszystkich sklepów w SaaS a nie tylko wspomnianego wyżej soft.
Czym się jeszcze podkładacie? Oczywiście treściami!
Pisanymi pod stare zasady – 2 razy napisz „pozycjonowanie”, 4 razy „pozycjonowanie Poznań” – mogę odmienić – nie.
Panie ja to Panu napiszę wszystko z AI – robimy od razu całą stronę, zapłaci Pan 58 tysięcy, ale rozłożę to Pan na 2 lata. (Przykład z tego tygodnia)
Co miesiąc mu Pani publikować 50 blogów – zrobię to z AI.
Mam sklep – hmm pomogę Agencji SEO, bach 2 tysiące opisów z AI, fajnie poszło, podałem tylko nazwę produktu i sami mi AI napisało..
Z naszego podwórka – zrobimy nową treść – nie chcę. Musimy – ale ta jest ok. Udało się jednak namówić, wysłane do akceptacji, a za 2 miesiące wysyłamy piąte przypomnienie o akceptacji.
Takie przykłady można mnożyć, ale myślę, że starczy.
Wyobraź sobie, że wiesz wszystko, wszędzie byłeś, widziałeś już wszystko. Po jakiego więc grzyba będziesz wchodził do 100 świątyni w Bangkoku jak poprzednie 99 były takie same.
Tak ma obecnie Google, może zrobić wszystko, co chce bez Ciebie, może zaprezentować swojemu użytkownikowi treść lub odpowiedź, która sprawi, że już dalej nie pójdzie.
Nie ma więc potrzeby tracenia prądu, wody i tokenów na kolejną jakąś tam stronę.
Brzmi brutalnie? Niestety, ale z perspektywy Google Twoja strona nie jest niczym wyjątkowym. W sieci istnieją miliardy dokumentów, a każdego dnia powstają kolejne tysiące stron i artykułów.
Im szybciej każdy to zrozumie, tym lepiej.
Podsumowanie
Ten wpis nigdy nie miał się stać poradnikiem co zrobić, by było lepiej. Co zrobić, by Google bardziej „polubiło” jakąś witrynę.
Nie mam dużych umiejętności pisarskich, ale jakbym mógł to bym próbował to wam jeszcze bardziej brutalnie napisać.
Zmienia się – łatwiej znowu już było. Teraz znowu trzeba się starać, by być w Google, najpierw być, a później dopiero zastanawiać się gdzie.
Także dla mnie OK, bo SEO kolejny raz jak jakiś „Highlander” (Nieśmiertelny) kolejny raz niby umarło, ale wstało.
Tak SEO, GEO, AIO czy jakikolwiek inny trzyliterowiec oznacza to, że pracować dalej trzeba, bo zawsze można coś poprawić i być wyżej.
Tylko trzeba na to poświęcić swoje zasoby tak, by i Google chciało poświęcić swoje.
Bez tego nie będzie nic.
Posłowie
Treść poniżej miała rozpoczynać tę treść :)
Zastanawiałem się, jak zatytułować ten wpis i chciałem, by był mocny i od razu wskazywał dosadnie „uczucia” Google dotyczące waszych stron internetowych. Do głowy przychodził mi bardziej dosadny tytuł. Dotyczył on partii ciała znajdującej się niżej niż nos i z drugiej strony…
Jak dotrwaliście do tego miejsca, to już wiecie, że generalnie Google ma w dupie Twoją stronę. Twoją i inne, jakich miliony.
Linki:
webnames.ca – Domeny w 2006
pingdom.com – Domeny w 2008
dnib.com – Domeny w 2026
copahost.com – Ilość stron 2026
Komentarzy(0)




