Jak zmarnować dzień pracy

Jak wiele osób zajmujących się pozycjonowaniem posiadam dość znaczą ilość domeny internetowych. Najczęściej kupuje je w pakietach po “xx” lub “xxx” sztuk. Jednorazowe zakupy większych ilości sprawiły, że nie mam wielu terminów, w których muszę przedłużyć domeny.

Czyli tak jak lubię, wolę zastanawiać się nad sednem mojej pracy na rzecz klientów niż zaprzątać sobie głowę obsługą moich narzędzi pracy. Domeny, nie ważne jaka ilość oraz co na nich jest, są przecież tylko jednym z narzędzi jakimi się posługuję.

Oczywiście w mojej kolekcji znajdzie się “parę” domen/stron, które nie traktuję jako narzędzie.

Przechodząc do meritum tego wpisu. Niedługo nadchodzi termin przedłużenia dość znacznego pakietu domen. Pamiętałem o tym a pieniądze na to ładnie sobie czekały na dzień przelewu na ładnie oprocentowanym koncie :).

Na 30 dni przed końcem ważności domen dostałem informację przypominającą, w której była zawarta cena za przedłużenie. Trochę mnie ona zaskoczyła, ponieważ przy zakupie uzyskałem informację o cenie za przedłużenie.

Automatycznie wręcz wykręciłem numer telefonu do osoby, z którą wszystko załatwiałem u tego rejestratora. Niestety telefon nie został odebrany, nagrałem więc informację na automatyczną sekretarkę.

Czekając na odpowiedź odwiedziłem strony różnych registrantów sprawdzić jakie u nich są aktualne ceny za przedłużenie. Znalazłem na OVH całkiem przyjemną ofertę, 3,99 netto za transfer wraz z przedłużeniem na kolejny rok.

Po kilkudziesięciu minutach otrzymałem informację o kwocie przedłużnia od firmy, gdzie są aktualnie te domeny zarejestrowane. Była ona oczywiście niższa niż ta z przypomnienia ale i tak znacznie wyższa od oferty OVH.

Postanowiłem je wszystkie przetransferować i dzięki temu zaoszczędzić pewną sumę pieniędzy.

Poprosiłem o wydanie kodów AuthInfo, otrzymałem je w kolejnym dniu i rozpocząłem proces transferu.

Pierwsze wrażenie z transferem tych domen do OVH prawie pozytywne. Pisze prawie ponieważ wklejając cała listę domen, automat sprawdzający czy istnieją tak jakby się zawieszał i zamiast informacji “ok” widniał napis “operacja w trakcie”. No trudno, podzieliłem to na paczki i kopiuj/wklej dało radę temu problemowi.

Wygenerowana została faktura proforma, zapłaciłem ją natychmiast, by jak najszybciej zakończyć proces transferu.

Śpieszyłem się ponieważ zostało mało czasu do zakończenia się tych domen a jak wiemy lepiej wszelkie transfery robić minimum na 2 miesiące przed końcem bo rożnie bywa.

Kolejnego dnia pieniądze wpłynęły i OVH zaczęło działać.

W tym miejscu zaczął się dla mnie swoisty koszmar, przez który uważam zmarnowałem cały dzień.

Co tu dużo pisać, zaczęły spływać do mnie e-maile od OVH z prośba o potwierdzenie i podanie kodu AuthInfo. Tego się nie spodziewałem, dla każdej domeny dostałem jedną wiadomość.

Po wejściu na link w wiadomości dla danej domeny musiałem:

– znaleźć ją na liście z kodami (to po kilkudziesięciu minutach rozwiązałem poprzez odpowiednie posortowanie list i wiadomości – ufff)

– skopiować kod AuthInfo

– zaznaczyć checkbox “autoryzuję transfer kodem”

– wkleić kod

– poprawić nazwę właściciela (z pola wyboru)

– wybrać typ własności – firma (z pola wyboru)

– wybrać nazwę organizacji czyli firmy (z pola wyboru)

– wybrać telefon (z pola wyboru)

– wybrać adres e-mail (z pola wyboru)

– kliknąć zapisz.

Wydaje się, że czynności nie jest tak dużo, najbardziej byłem zły na to, że oprogramowanie OVH parsujące dane whois (dane nie były zmieniane) nie umiało wyłapać numeru telefonu oraz adresu e-mail do kontaktu.

Te czynności powtarzałem od około 13 do 21 godziny. Z minuty na minutę narastała moja irytacja, dlaczego nie mogę tego przeprowadzić w jednym oknie/miejscu.

Można to było rozwiązać w dwojaki sposób. Dla wszystkich domen zaznaczam jakie mają być dane “standardowe”. W moich przypadku wszystkie domeny miały te same dane, więc mam 5 kliknięć mniej i parę ruchów rolką do przewijania w myszce dla każdej domeny. Kod AuthInfo podaje osobno czyli trochę by to trwało ale na pewno nie tak długo.

Drugi sposób to import kodów dla domen i ustawienie standardowych danych byłby idealny bo cała sprawa zajęła by mi pewnie maksymalnie 10 minut.

Może się nie znam ale jak robię jedno zlecenie na transfer to fajnie jakbym wszystkie domeny obsłużył w jednym miejscu. Dane właściciela są chyba najmniej problematyczą sprawą. Wydaje mi się, że nie byłby to problemem bo wątpię by często się zdarzało, że ktoś transferuje powiedzmy 10 domen i ma inne dane dla każdej z nich.

Oczywiście uważam, że nawet jakbym siedział nad tym tydzień to by mi się opłacało przetransferować te domeny, ze względu na oszczędność w finansach.

Jednak dzisiejszy ból pleców i karku oraz swoiste “wyjałowienie” jakie odczuwam w mojej głowie potęgują moje przekonanie, że można to było zrealizować bardziej przyjaźnie dla mnie czyli klienta.

Zacząłem się też zastanawiać czy nasi rejestratorzy (OVH to francuska firma) są przygotowani na dużych graczy domenowych, przy których moja kolekcja domen to ziarenko piasku w piaskownicy.

Wiem, że mają oni rozbudowane narzędzia do obsługi domen ale to warto zrobić jak się ma ich więcej niż 10 tysięcy. A co z tymi co są pomiędzy duża ilość a 10 tys. ?

Teraz pozostaje czekać te magiczne 5 dni na “pozwolenie” na transfer (de facto zostały już 4) i rozpocząć żmudny proces ustawiania DNS bo właśnie otrzymałem informację z OVH, że nie ustawią tego z automatu nawet jakbym im przesłał listę.

W tym miejscu muszę pochwalić Firmę Active24.pl, w której zarejestrowałem transferowany pakiet. Obsługa DNS poprzez e-mail, wysyłałem im listę domen wraz z IP i po sprawie.

Wydanie kodów AuthIfo w ciągu 24h (brak lojalki), czyli totalny brak problemu (na razie) to powody jakie sprawiają, że na pewno przy kolejnych zakupach będę z nimi rozmawiał.

4 komentarze

  1. Autor kruzyk dodany 1 listopada, 2008

    “w której była zawarta cena za przedłużenie. Trochę mnie ona zaskoczyła, ponieważ przy zakupie informacje o cenie za przedłużenia.”

    Coś zjadłeś :P

  2. Autor mkane dodany 2 listopada, 2008

    Coś zjadłeś

    Poprawione – tak to bywa jak się poprawia i zmienia zdania po napisaniu :)

  3. Autor var1at dodany 8 listopada, 2008

    zastanawiam się ilu masz wiernych czytelników,w sumie ostatnio odbiegaszod tematu :D

  4. Autor mkane dodany 8 listopada, 2008

    zastanawiam się ilu masz wiernych czytelników,

    Tego niestety nie wiem dokładnie. Jeden czy dwóch na pewno się znajdzie. Wg statystyk (nie robię z tego żadnej tajemnicy) na ten blog codziennie wchodzi pomiędzy 200-400UU. Średnia dzienna wychodzi coś koło 280UU. Czyli niewiele…

    w sumie ostatnio odbiegaszod tematu

    Hmm, to Twoja ocena i dziękuję za nią.
    Osobiście jednak uważam, że akurat ten wpis, mimo że nie jest stricto o pozycjonowaniu, nie odbiega od tej tematyki. Domeny, jak już napisałem są narzędziem, dzięki którym pozycjonowanie jest możliwe.
    Przy pewnych ich zasobach ilościowych, robi się niezły galimatias a w przypadku takich zdarzeń jak opisany transfer, obsługa pochłania to dużo czasu i energii.
    Gdybym gdziekolwiek przeczytał jak dokładnie to wygląda w przypadku OVH to bym inaczej zaplanował sobie te kilka dni i przygotował bym kogoś do pomocy. A tak to niestety mam zmarnowane dni, nie tylko ten jeden, który opisałem.

    Ciekawe, że nikt o tym jeszcze nie pisał albo tego nie znalazłem. Kwota za transfer w tej promocji jest na tyle dobra by się tym zainteresować i wiem, że wiele osób wykorzystuje tą sytuację.
    Wpisów z radami jednak brak. Czyżby skala ilościowa była inna? Jakbym transferował 10 czy 20 domen też pewnie nie wpadłby mi do głowy pomysł na opisanie tej niezdrowej sytuacji.

    Po tym wpisie dostałem parę pytań via mail, GG, tel. (szkoda, że nie ma komentarzy) głównie od pozycjonerów. Piszę “głównie” bo dzwonił do mnie także jeden z moich klientów.

    Rozumiem, że ludzie zajmujący się pozycjonowaniem, chcieli by głównie dokładne techniczne wpisy o technikach, zmianach algo, optymalizacji itp itd. Z drugiej strony tej “barykady życzeń” są zwykli użytkownicy internetu, którzy są zszokowani “drugim dnem” w Internecie.
    Zostaje jeszcze mała grupa “cichociemnych” pozycjonerów, którzy próbują podstępnie zdobyć moją pomoc udając kogoś innego niż są….

    Staram się pogodzić te grupy, jak widać nie idzie mi dobrze :/ Zawiedzeni, lekką zmianą profilu tego bloga, są głównie pozycjonerzy z pewnym stażem i doświadczeniem czemu się nie dziwie bo sam niewiele się ciekawe dowiaduję czytając systematycznie kilkadziesiąt blogów o pozycjonowaniu.

    Mógłbym pisać tutaj o jednodniowym zawirowaniu w SERPach, o czym pisali inni. O tendencjach spadkowych lub wzrostowych w pozycjach czy też indeksacji. O pojawieniu się w wynikach Google informacji o liczbie autorów i postów dla for. O tym, że Google wprowadziło repertuar kin po wpisaniu tytułu filmu czy ich potknięciu z porno zdjęciami przy wyszukiwaniu grafik na frazy: żona, motylek czy też miś.
    Czy na pewno tak by było lepiej ?

    pozdrawiam