Te złe SEO

Każdy kto zajmuje się SEO dla klientów napotkał, na pewno, taką sytuacje.
W początkowej fazie współpracy tworzone są wytyczne, wysyłamy je pełni dobrej wiary do klienta i…
jesteśmy zdani na łaskę drugiej strony bo klient może:
1. Wprowadzić zmiany lub ich część,
2. Nie wprowadzić żadnych bo …..
3. Obiecywać, wprowadzenie zmian, obiecywać… obiecywać…

To o czym dziś chciałem napisać dotyczy niektórych przypadków pierwszego i drugiego punktu oraz całości trzeciego.
1. Klient nie wprowadza części zmian bo to mu psuje koncepcje, wygląd, przesłanie … (wpisz cokolwiek)
2. Klient nie wprowadza nic bo „za drogo”, „strona jest fajna i nie wymaga zmian”, „nie ma kto to zrobić”, „szef nie pozwala” itp itd.
3. W tym miejscu nie zastanawiam się nawet dlaczego…

1

Miałem już przypadki, gdy jakieś zmiany zostały zanegowane bo komuś coś nie pasowało…
Proponuję dodanie treści na pozycjonowanej podstronie i słyszę, że tego nie można zrobić bo będzie krzywo. Co krzywo? się pytam. Krzywo tekst w kolumnach będzie bo w jednej więcej a w drugiej mniej…

Proszę zmienić tekst w obrazku na zwykła treść. Odpowiedź – „Nie możemy bo to specjalna czcionka”

Proszę zmienić tytuł na … „Dział marketingu się nie zgadza”.

Takich sytuacji jest mnogo. Tworzymy wytyczne a ktoś ich nie wprowadza bo mu się nie podoba.

2

Spotkałem się z sytuacją, w której zmiany nie był wprowadzone bo było za drogo. Wycofałem się z części zaleceń, ze względu na koszące kwoty twórców oprogramowania. Wprowadzanie zróżnicowanych tytułów – 3 tys.
Wprowadzenie modułu losowych produktów z innej kategorii – 600 zł za każdą kategorię/podkategorię.
Żenada i tyle, w tym przypadku zgadzam się z klientem i walczymy inaczej.

„Strona jest fajna i ..” i „szef nie pozwala” – no ludzie miejcie litość. Zawsze wtedy ciśnie mi się na usta, że po co się pozycjonują jak strona jest fajna… a szef, hmm, nie ma jak to szef znający się na wszystkich i będąc szefem/właścicielem, niezależnie jakiej firmy gra po swojemu nie zauważając, że drugi gracz i tak go nie zauważa. Więc albo robimy unik albo leżymy a ten ktoś inny biegnie dalej.

„Nie a kto tego zrobić”
– a co ja mam zrobić? Tej odpowiedzi nigdy nie rozumem, tym bardziej, że zawsze mówię już w trakcie negocjacji handlowych o tym, że zmiany będą potrzebne.

3

Klientów przeciągających zmiany jest wielu i nie ma znaczenia wielkość firmy. Małe robią coś natychmiast, małe przeciągają. Duże przeciągają lub robią coś natychmiast. Reguły nie ma, po prostu żenada.
Rekordzistom kończy się umowa zanim coś zdążą zmienić…

4

Tego przypadku nie wymieniałem powyżej.
Piękna strona we flashu albo Ajaxie lub jakiejkolwiek innej technologii, która nienawidzi SEO.
No Panowie i Panie, strona może być piękna i oferować funkcje, które zapierają dech w piersiach użytkowników. Jeśli jednak chcecie być w Google to musicie pokornie skłonić głowę i robić tak jak chce wyszukiwarka.
Jak już powiedziałem na jednej z konferencji „..albo ładna strona albo pozycjonowanie..” trzeba o tym pamiętać gdy się marzą wejścia z Google.

Podsumowanie

Jak skończę pisać ten wpis to dokończę mail do klienta, w którym zanegował część zmian na stronie. Jutro zaś zadzwonię do innego i będę mu tłumaczył, że warto zmiany wprowadzić jak najszybciej bo wtedy efekty także będą szybiciej.
A w miedzy czasie będę się zastanawiał nad przewrotnością natury ludzkiej. Ludzi mają plany, płacą duże często pieniądze za pierdoły a nie wprowadzają zmian, które proponują specjaliści, którym za to zapłacili.
Widzicie w tym jakąś logikę? Bo ja niestety nie.

Jakby ten mój wpis czytała osoba, która jest klientem to proponuję by zawsze pamiętać, że większość propozycji zmian na witrynach, jakie przekazują pozycjonerzy swoim klientom, ma działać pozytywnie i przyśpieszyć lub zwiększyć efekty naszych działań.
Nie wymyślamy cudów tylko po to by narazić kogoś na koszty i utratę poświęconego czasu, tylko by było lepiej.

Warto też pamiętać o tym, że karty rozdaje Google, zasady także on wymyśla a może je zmienić w trakcie gry, więc na niewiele nasze lamenty się zdarzą. Trzeba robić swoje i przeć do przodu by być jak najwyżej w wynikach. A przeładowana bajerami witryna lub stworzona w technologii, której nie wspiera Google, na pewno nam w tym nie pomoże a najczęściej po prostu zaszkodzi.
Radzę o tym pomyśleć od razu by później się niemile nie zdziwić.

A u Was jak z klientami, także macie takie niezrozumiałe problemy?

12 komentarzy

  1. Autor Jarod dodany 22 kwietnia, 2013

    Bardzo często klient także nie ma dostępu do swojej strony bo gdzieś zgubił ew ktoś kto mu robił nie ma z nim kontaktu. Wtedy to jest dopiero trauma :-)

  2. Autor staruszek dodany 22 kwietnia, 2013

    Ja mam (niestety) zbyt częsty przypadek, kiedy przychodzi klient i mówi coś w rodzaju: „zmian na stronie nie będzie żadnych, Pan jesteś czarodziej od wielkiego g., Pan tak zaczaruj, żeby było wysoko”.

  3. Autor Dorszyk dodany 23 kwietnia, 2013

    Oj tak, zdarzają się takie sytuacje jak najbardziej. Z jednej strony duże firmy gdzie czasami nawet proste zmiany trwają miesiąc albo dłużej lub nawet wcale, bo ktoś na jakimś szczeblu nie zrozumie lub się nie zgodzi i postanowi to zablokować, a z innej strony mniejsze firmy, gdzie rzeczywiście też miałem takie sytuacje, że nikt nie ma nawet żadnego dostępu do strony, a firma która tworzyła stronę już np. nie istnieje. Może to być czasami irytujące bo mamy pod górę ale z drugiej strony przecież klient ma do tego prawo, to są jego strony i może z nimi robić co zechce, może nas słuchać lub nie. Staram się zawsze o tym pamiętać. Czasami trzeba mieć dużo cierpliwości, ale takie już uroki pracy z ludźmi.

  4. Autor Adam dodany 24 kwietnia, 2013

    Bardzo fajny artykuł. Odzwierciedla realia każdej firmy świadczące usługę optymalizacji i pozycjonowania. Tak dodam od siebie, że staram się na samym początku współpracy uświadamiać potencjalnego klienta, że będą wprowadzane mniejsze/większe zmiany na jego stronie. Oczywiście przedstawiam ogólny zarys, aby wiedział „o co chodzi”. W procesie SEO musi być aktywność ze strony pozycjonera oraz klienta. Niekiedy trzeba iść na „pewne” kompromisy. Jestem naprawdę cierpliwy. Jeżeli druga strona nie chce ich akceptować, grzecznie dziękuje.

  5. Autor Drago dodany 26 kwietnia, 2013

    Najlepsi(i tu brak sarkazmu) są klienci, którzy przychodzą od kiepskiego pozycjonera. Ty mówisz im co trzeba zmienić, wypozycjonujesz stronę. Oni są zadowoleni. Mają klientów. Później mówisz im co chcesz zmienić bo Google coś wymyśliło i potrzebna jest zmiana. Oni odpowiadają: Tak, tak. Oczywiście. Zmienimy co Pan tylko chce. Tacy też są:D Wtedy siedzę po nocach aby taki klient był zadowolony.

  6. Autor PAWKA dodany 2 maja, 2013

    zle seo?:)
    hehe, tlumaczylem kiedys malzonce na czym polega seo przez godzine po czymj uslyszalem.. przecie to oszustwo jest:)

  7. Autor Denis dodany 4 maja, 2013

    @Drago: Co do tego co napisałeś to dla klienta, który idzie na moje wymagania czy propozycje zmian jestem w stanie poświęcić więcej czasu, aniżeli komuś co się wiecznie nic nie podoba.

  8. Autor Ojo dodany 23 lipca, 2013

    PAWKA zmień żonę… Polecam! ;)

  9. Autor Pawel dodany 24 lipca, 2013

    ehh najlepiej jak inna firma zrobiła stronę i się nią „zajmuje” klient ma dostęp tylko poprzez CMS i to mocno ograniczony a tu wchodzi SEO i mówi to i to do poprawy…

    i zaczyna się przepychanka

  10. Autor mkane dodany 24 lipca, 2013

    Takie sytuacje się zdarzają, najczęściej wtedy odpuszczam optymalizację skryptów i skupiam się na treściach.

  11. Autor Szymon Słowik dodany 14 sierpnia, 2013

    Zauważyłem, że problemem jest także to, iż klient zleca jakieś działania i w ogóle nie interesuje się jak to się dzieje. Pozycjoner/marketer tłumaczy ideę, plusy i minusy poszczególnych rozwiązań, chce się czegoś dowiedzieć, aby działania były spójne ze strategią biznesową klienta, a ten mówi, że go to nie obchodzi, że ma być pozycja czy jakiś inny umowny cel. Potem jednak ma pretensje, że to nie przynosi wymiernych efektów (bo na przykład uparł się, aby pozycjonować na frazę, która jest mało popularna etc…)

  12. Autor mkane dodany 19 sierpnia, 2013

    Zauważyłem, że problemem jest także to, iż klient zleca jakieś działania i w ogóle nie interesuje się jak to się dzieje.

    Niestety tak bywa często, moim zdaniem wynika to z faktu, że klient tak naprawdę nie wie co zamówił i jak to działa. Często muszę tłumaczyć dlaczego coś ma być zmienione a klient odbiera to jako moje fanaberię. Ostatnio jednak coraz częściej mówię, że Google się do nas nie dostosuje więc jak ktoś nie chce się dostosować to niech szuka innych źródeł klientów.